wtorek, 4 czerwca 2013

Miałam

 taki sen. Jestem w metrze, idę po torach, rozglądam się i zastanawiam, czy już wcześniej tutaj byłam. Jestem między ludźmi. Szybko się poruszają, a ja zwalniam i patrzę. Mijają mnie, jakby mnie nie było. Widzę swoje dziecko, macham, uśmiecham się i nic. Czuję niepokój. Nagle spotykam moją koleżankę z pracy, która mi mówi, Asia przecież ty nie żyjesz. Wtedy zauważam, że jest nas więcej. Czuję ogromny smutek i strach o dziecko. Jak ją ochronię, jak pomogę w życiu, przecież jest jeszcze mała. Płaczę. Potem idę do niej. Czeka na pociąg, jest sama, chcę ją przytulić, staram się i nie mogę. Ta ogromna niemoc jest przygnębiająca. Potem jestem blisko i patrzę z boku. Tyle mogę zrobić.

Tyle różnych snów pamiętam, ale ten był wyjątkowy, bo zupełnie inny. 
Daje tyle do myślenia.



czwartek, 30 maja 2013

Powrót

do robienia kartek. W kolejce czeka to, co lubię najbardziej- kolaże z czapkami i motylami.
Jestem po szpitalu. Osiem tygodni. Czas dla mnie. Czas dla mojego organizmu. Zdrowie.
Pokazuję dwie kartki, trochę wygięte, bo były wilgotne od kleju. Ale to nic. Najważniejsze, że znowu potrafiłam coś zrobić i to mnie najbardziej cieszy. Wczoraj wieczorem zrobiłam kopertówkę. Była inna od tych kartek. Jasna, pastelowa, ślubna. Szybko odjechała, więc jej nie pokażę. Podobała mi się.



Niedługo pokażę historię pewnego okna.
Ale dzisiaj pada.
Lubię, gdy tak jest.
Doceniam to.
Pozdrawiam.
Jaśminowasia