środa, 12 czerwca 2013

Szklany Człowiek

 to moja najukochańsza bajka, odskocznia z turnusu szpitalnego. Autorką jest Beata Krupska.

Bardzo dawno temu, kiedy góry były jeszcze płaskie jak muchomory, szedł sobie na przełaj przez świat Szklany Człowiek. Szklany Człowiek był bardzo duży, bardzo dobry i bardzo mądry. Był taki duży, że czasami strącał z nieba jakąś gwiazdę i bardzo się wtedy wstydził. Był taki dobry, że każdego kogo spotkał, traktował jednakowo i każdemu patrzył prosto w oczy. A taki był mądry, że wiedział wszystko, ale nigdy nie powiedział: "Ja wiem". Zawsze mówił: "Myślę, że tak jest, chociaż na pewno wiedzieć nie mogę".
Wędrował Szklany Człowiek na przełaj przez świat, a czasami schodził pod ziemię. Chciał zobaczyć, jak tam jest i chciał również porozmawiać z kretami. Uważał, że krety są bardzo mądre. Trzeba być mądrym, żeby zgodzić się na życie w ciemności. Gdy szedł po ziemi i strącał gwiazdy, gdy szedł i cicho rozbrzmiewał przezroczystą muzyką, ludzie rzucali w niego patykami. Albo kamieniami. Rzucali dlatego, że Szklany Człowiek był taki dobry i mądry, i taki szklany.  Ale Szklany Człowiek szedł dalej, tylko czasami strącił gwiazdę i bardzo się tego wstydził.
Ale pewnego dnia, nieszczęsnego, smutnego dnia, ktoś rzucił w niego złym słowem, czarnym i ciężkim. I wtedy stało się nieszczęście. Szklany Człowiek zadźwięczał tak głośno, że gwiazdy się wystraszyły i pochowały w mysich norach, a potem pękł i rozsypał się na miliony, maleńkich okruchów szkła.
Ale poczekajcie. To jeszcze nie koniec bajki. Teraz zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Ludzie nie mieli w kogo rzucać patykami i zaczęli się nudzić. Krety zgłupiały zupełnie, bo nie miały z kim mądrze rozmawiać i zaczęły wychodzić na powierzchnię ziemi, tworząc kretowiska. Tak, tak. Kretowiska pojawiły się na łąkach dopiero wtedy, gdy krety przestały być mądre. A maleńkie okruchy szkła rozsypały się po całym świecie i zaczęły krążyć bezładnie, to tu, to tam. Były zupełnie bezradne i zagubione, bo nie rozumiały,  skąd się wzięły, a już na pewno nie mogły wiedzieć, że są cząstką Szklanego Człowieka.
Czasami, bardzo rzadko co prawda, takie dwa okruszki przypadkowo się spotykają. Przytulają się wtedy do siebie i jest im bardzo, bardzo dobrze. Ale nie jest im dobrze cały czas. Zapytacie pewnie dlaczego. Dlatego, że najczęściej spotykają się dwa różne okruszki. Na przykład okruszek ramienia i okruszek palca. Wtedy zaczyna się smutek. Bo okruszek palca nie wie nic o istnieniu ramienia, a okruszek ramienia nie wie nic o istnieniu palca. I jest im razem dobrze, ale czują, że każdy z nich jest inny i nie raz aż chce im się płakać.
Czasami spotykają się dwa okruszki jednakowe, na przykład okruszki nosa. O, wtedy to już prawie zupełnie dobrze. Są podobne, dobrze się ze sobą czują, więc czegóż więcej potrzeba. Ale tu pojawia się smutek. Okruszki nie wiedzą, że są okruszkami Szklanego Człowieka i to im bardzo przeszkadza. I chociaż są mądre, bo są okruszkami mądrego Szklanego Człowieka, to aż takie mądre nie są. Dlatego zawsze, gdy spotkacie przypadkiem mały, szklany okruszek, powiedzcie mu natychmiast, że jest kawałkiem Szklanego Człowieka. Okruszkowi będzie wtedy lepiej na  świecie i nie będzie mu aż tak smutno. Każdy przecież chce wiedzieć skąd się wziął.
A już nigdy nie mówcie nikomu nic złego. Nie wiecie przecież, kto z nas jest Szklanym Człowiekiem.

środa, 5 czerwca 2013

Kopertówek

ciąg dalszy...







A to jeszcze nie wszystkie.
Do następnych kopertówek.

I rozmowa smsowa z kimś bliskim.
- A samotność musisz jakoś wytrzymać. Po każdej burzy wychodzi słońce.
- (Ja) Jak widać niektórzy mają listopad przez całe życie.
- Przyjdzie wiosna, zobaczysz.
- (Ja) Hmmm...Jeśli taka, jak w tym roku...

wtorek, 4 czerwca 2013

Nadszedł czas

kopertówek. Mam dużo papierów, trochę przedziwnych kwiatów, więc w ramach odkurzania komódki zrobiłam kopertówki.












Jutro kolejna seria.
Pozdrawiam.
Asia

Miałam

 taki sen. Jestem w metrze, idę po torach, rozglądam się i zastanawiam, czy już wcześniej tutaj byłam. Jestem między ludźmi. Szybko się poruszają, a ja zwalniam i patrzę. Mijają mnie, jakby mnie nie było. Widzę swoje dziecko, macham, uśmiecham się i nic. Czuję niepokój. Nagle spotykam moją koleżankę z pracy, która mi mówi, Asia przecież ty nie żyjesz. Wtedy zauważam, że jest nas więcej. Czuję ogromny smutek i strach o dziecko. Jak ją ochronię, jak pomogę w życiu, przecież jest jeszcze mała. Płaczę. Potem idę do niej. Czeka na pociąg, jest sama, chcę ją przytulić, staram się i nie mogę. Ta ogromna niemoc jest przygnębiająca. Potem jestem blisko i patrzę z boku. Tyle mogę zrobić.

Tyle różnych snów pamiętam, ale ten był wyjątkowy, bo zupełnie inny. 
Daje tyle do myślenia.



poniedziałek, 3 czerwca 2013

Historia pewnego okna

Niektórzy wiedzą, że miałam przyjemność spędzić trochę czasu na turnusie w pewnym miejscu. 
Sposobem na przetrwanie okazało się być okno, przez które często spoglądałam. 
Pierwsze zdjęcie zrobiłam we wtorek 2 kwietnia i tak już pstrykałam wtorkowo.
 Jak przez ten czas wiele się zmieniło.









Osiem tygodni. Osiem zdjęć.

Blog ewoluuje. Nie jest już tylko craftowy. Jest mój. Zatrzymuję tutaj chwile. Wszystkie są ważne. I są zapisywane. Tak mocno, jak chłonę zapachy, zatrzymuję minuty, sekundy robiąc zdjęcia, wpisując słowa. Dla spragnionych moich wytworów, przyznam, że zrobiłam 12 kopertówek. Wyczyn po takim czasie...

"Czy jest jeszcze coś, co mogłoby dziś...
  Na czas zawrócić nas
  Zmienić zdarzeń bieg"

Pozdrawiam odwiedzających.
Jaśminowasia